Współdziałanie w podnoszeniu się z upadku

Upadłem – i w sensie dosłownym i w przenośni. Podnoszę się teraz z tego, ale nie dałbym rady, gdyby nie Bóg i otaczający mnie bliscy ludzie.

Wczoraj, trochę przypadkiem byłem na skrzyżowaniu Św. Idziego z Grodzką, gdzie straciłem przytomność w trakcie ostatniego maratonu. Miałem dziwne uczucie, że ktoś wtedy mocno się mną zaopiekował, nie tylko strażnicy, którzy byli w momencie, kiedy otworzyłem oczy. Mam wręcz pewność, że kiedy upadałem był ktoś przy mnie, kogo nie widziałem. Może jakiś anioł, może św. Idzi, a może sam Pan Bóg – pochylił się nade mną i złapał mnie za rękę. Mam taką pewność, bo jakimś cudem nie roztrzaskałem sobie głowy (na dowód miałem robiony tomograf). Może to był jakiś inny maratończyk, który chwycił mnie w locie – nie pamiętam, ale i tak widzę w tym rękę Boga. Poza tym jakimś cudem moje serce przetrzymało to co się z nim stało. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem pewny, że tam działał sam Bóg. Dzięki niemu żyję i ciągle modlę się modlitwą dziękczynną.

Ale pamiętam też ludzi, którzy mi wtedy pomogli się podnieść. Strażnicy, których ujrzałem nad sobą, gdy odzyskiwałem przytomność, ratownicy medyczni, a potem lekarze, którzy podejmowali wobec mnie mądre decyzje i działania. Poddałem się temu bez reszty i dalej poddaję.

Nie podniósłbym się z tego upadku, gdyby nie rodzina i znajomi. Prawie natychmiast zostałem zasypany wyrazami troski i życzeniami powrotu do zdrowia oraz modlitwą, którą dalej czuję. Jestem tym wzruszony i z całego serca wszystkim za to dziękuję! Dało mi to wiele sił w szpitalu i daje dalej, kiedy rehabilituję się w domu. Wszystkim bardzo dziękuję za słowa otuchy. Najwięcej oczywiście uczyniła moja kochana żona, która swoimi rękami i mądrą głową, bezpośrednio mi pomogła w załatwieniu za mnie wielu ważnych spraw. Nie zapomnę wizyt w szpitalu moich córek i wnuczki (na zdjęciu starsza córka z wnuczką w trakcie odwiedzin).  Mój syn natomiast stał się inspiracją do podjęcia pierwszej istotnej decyzji na drodze rehabilitacji mojego wymęczonego serca – przejścia na weganizm (wynikało to po części także z zaleceń lekarzy), co od kilku dni konsekwentnie czynię. Również dziękuję moim kochanym rodzicom za wszystkie mądre słowa wsparcia.

Nie wiadomo czemu człowiek upada. Może się to zdarzyć nagle i niespodziewanie, tak jak w moim przypadku. Jedno jest pewne bez Boga i innych ludzi bardzo trudno jest się podnieść. Każdy upadek osoby znajdującej się w naszym otoczeniu jest dla nas szansą, żeby nieść komuś pomoc – współdziałanie, które przejawia się w dobrym słowie, uczynkach i modlitwie. Jak takiej pomocy doznałem, dlatego moje serce przepełnione jest wielką wdzięcznością i nadzieją!