Podążanie za marzeniami

Dzisiaj rano spotkała mnie niespodzianka. Odezwał się do mnie Pan – znajomy mojej mamy, który dawno temu zabrał mnie na rejs statkiem. Było to, kiedy byłem jeszcze smarkatym chłopcem. Marzyłem wtedy, aby zostać kapitanem wielkiego okrętu. Ten Pan o tym wiedział i sprawił mi wielką niespodziankę – jako mały chłopiec mogłem przez jakiś czas trzymać  w rękach ster statku w rejsie po Odrze!

Wiele z naszych dziecięcych marzeń gdzieś potem znika, bo pojawiają się w ich miejsce nowe, albo stając się dorosłymi, zaczynamy je traktować jako nierealne. Czy słusznie robimy porzucając swoje dziecięce marzenia?

Trzy tygodnie temu otarłem się o śmierć. Chcąc nie chcąc zadaję sobie pytanie, czy nie żałuję swoich wyborów, czy dzisiaj moje życie przeżywam tak, jak chciałem przeżywać?

Zamiast wielkich podróży po morzach i oceanach wybrałem podróż po świecie biznesu. Taką decyzję podjąłem wybierając studia z zakresu zarządzania zamiast Wyższej Szkoły Morskiej.  Odbyłem wiele podróży. Zatrudniając się jeszcze na studiach w firmie doradczej – w okresie wielkich przemian gospodarczych – podróżowałem od firmy od firmy. Spotykałem się z dyrektorami wielkich przedsiębiorstw, musiałem przemawiać przed związkami zawodowymi, jeździłem na negocjacje do Ministerstwa Skarbu Państwa, poznawałem wielkich inwestorów i wielki kapitał, który wkraczał wtedy do Polski. Czy była to dla mnie przygoda? Niewątpliwie. Czy nie żałuję, że nie zostałem wilkiem morskim – kapitanem okrętu?

To co mnie fascynowało w marynarce, to piękno mórz i oceanów, po których miałem podróżować. Poza tym jako mały chłopiec byłem zafascynowany postawą kapitana statku. Musiał być on bowiem w pełni odpowiedzialny i za statek i za całą jego załogę i pasażerów.  Na morzu musi on podejmować mądre decyzje i tak sterować okrętem by na czas i bezpiecznie przypłynął do wyznaczonego portu. Podobało mi się to jakim na ogół szacunkiem cieszy się kapitan, także jego mundur i dystynkcja.  Uważałem, że pod każdym względem, także moralnym, jest to zawód absolutnie czysty. Wszelkie zasady są tu absolutnie klarowne, również i ta, że w razie katastrofy kapitan schodzi ze statku ostatni.

A jednak nie zostałem kapitanem. Byłem i jestem doradcą i w jakimś obszarze menedżerem, czasem też występuję w roli pedagoga dzieląc się swoimi doświadczeniami ze studentami. Czy mam tą samą satysfakcję? Bycie menedżerem trochę przypomina rolę kapitana, tyle że świat biznesu dyktuje niejednokrotnie bardziej złożone zasady. Jest tam więcej rywalizacji, czasami wrogiej rywalizacji. Z tego powodu wydaje mi się, że przedsiębiorca doświadcza więcej burz i niepewności pogody niż kapitan w trakcie rejsu. A może tak mi się tylko wydaje? Może to moje subiektywne uczucie? Kiedy jednak jako doradca wsłuchuję się w to co mówią inni przedsiębiorcy, kiedy przyglądam się ich problemom, to kierowanie biznesem można raczej porównać do pionierskiej wyprawy Kolumba niż spokojnego rejsu dużym okrętem.

Czy realizuję zatem swoje marzenia? W pewnym sensie tak, ale to czego mi najbardziej brakuje w świecie ekonomii, to większego ładu moralnego. Podążanie za pieniądzem często psuje człowieka, czyni go bardziej nerwowym, niespokojnym, czasami wręcz agresywnym. Zasady w świecie biznesu nie są tak klarowne, jak na statku. Są one ciągle przesuwane, bardzie płynne i relatywne – „zrobię to, bo przecież inni też tak robią” albo „muszę oszukać żeby jakoś żyć” albo „przede wszystkim liczy się mój własny interes – inni mnie nie obchodzą”. Właśnie z tego powodu w jakimś sensie tęsknię za zawodem kapitana statku, gdzie wszystko jest jasne (tak mi się przynajmniej wydaje), bardziej oczywiste i bez tego ekonomicznego relatywizmu. Z drugiej jednak strony w świecie ekonomii jest wyzwanie. Jest tak wiele do zrobienia, właśnie ze względu na te burzliwe czasy w jakich żyjemy. Jest to wyzwanie właśnie dla ekonomistów (czyli między innymi dla mnie), dla naukowców i praktyków biznesu, by ten świat stał się bardziej przyjazny dla człowieka, oparty o przejrzyste i stabilne zasady – przede wszystkim w kategoriach etycznych, a także estetycznych! Marzę o pięknym świecie biznesu – tak samo pięknym, jak ciągle wydają mi się rejsy po morzach i oceanach. Za takimi marzeniami chcę dalej podążać i z tego powodu niczego w swoim życiu nie żałuję. Również tych negatywnych,  bolesnych doświadczeń, które czynią człowieka mądrzejszym, a przez to zobowiązują do zmieniania tego świata na lepszy. Lepszy – czyli taki, w którym więcej ludzi będzie potrafiło się odnaleźć, także i ja.