Uwierzyć w człowieka

Choć antropologia i wszelkie inne nauki dotykające człowieka prezentują ogrom badań i teorii, to jednak mam takie wrażanie, że człowiek ciągle pozostaje i pozostanie w jakimś stopniu nieodgadnioną tajemnicą.

Sam jestem tego przykładem w ostatnich tygodniach. Próbuję rozwikłać tajemnicę co się ze mną stało w końcówce maratonu, kiedy nagle zemdlałem. Lekarze póki co też jeszcze tego dokładnie nie wiedzą. Przechodzę właśnie dodatkowe badania. Jeszcze parę dni temu byłem w stanie uwierzyć, że jestem poważnie chory. Mój umysł już był w stanie przyjąć obraz przytkanych naczyń wieńcowych i osłabionego serca. Tymczasem dotychczasowe badania pokazały, że tętnice mam czyste i szerokie, a wczoraj na bieżni podczas podwyższonej próby wysiłkowej, gdzie lekarz chciał zasymulować sytuację z maratonu, moje serce sprawdziło się nad wyraz dobrze. Nie było arytmii, a moja wydolność została ustalona na poziomie wysokim. Choć przede mną jeszcze jedno ważne badanie, to zaczynam wierzyć, że jestem zdrowy. Jednocześnie zdaję sobie sprawę jak wiele niezwykłych rzeczy rozgrywa się w naszej głowie. Jak ważne jest to jak w siebie wierzymy i jak wierzymy w innych ludzi.

Jestem bardzo wdzięczny prowadzącym mnie lekarzom, którym absolutnie ufam, za te dodatkowe badania. Bez tych informacji, a z kolei opierając się na wcześniejszych, trudniej byłoby mi na nowo uwierzyć w swoją dobrą kondycję. A wiem też, że stan umysłu sprzed kilku dni podpowiadał mi wiele zagrożeń, a i fizycznie nie czułem się jeszcze najlepiej. Jako osoba racjonalna bardzo potrzebowałem tych pozytywnych informacji. Dzięki nim od razu poczułem się lepiej. Ale też zadaję sobie pytanie, czy moja wiara w siebie pozwoliłaby, by mój umysł sam z siebie, wbrew wcześniejszym, groźnym informacjom o stanie mojego zdrowia, zaprojektował mnie jako osobę absolutnie zdrową i przez to doprowadził do takiego pozytywnego stanu fizycznego i psychicznego.

Bardzo wierzę w możliwości samo uzdrowienia duszy i ciała, ale jednocześnie też wiem, że jest to trudne i trudno to osiągnąć bez wsparcia drugiego człowieka.

W moim odczuciu kwintesencją współdziałania, jest z jednej strony wiara w swoje możliwości, ale z drugiej uwierzenie w możliwości drugiego człowieka. Z perspektywy doświadczeń ze świata ekonomii i obserwacji różnych organizacji biznesowych wiem jak ważną kompetencją menedżerską jest wiara w drugiego człowieka. Motywowanie właśnie rozpoczyna się od tego, by okazać drugiej osobie (podwładnemu pracownikowi) osobistą wiarę w jego możliwości. Następny krok, to zaszczepienie tej wiary w jego własnej głowie. Jeżeli motywowany pracownik dzięki swojemu szefowi uwierzy w swoje możliwości i będzie czerpał satysfakcję z realizacji postawionych przed nim wyzwań, to może dokonać wiele cudów – i dla chwały swojej i swojego przełożonego. Tak samo może być w sporcie, w medycynie, w rodzinie – w każdej dziedzinie życia. Bez tej synchroniczności, czyli po pierwsze pokładanej w kimś wierze i po drugie uwierzeniu samemu sobie, trudno jest osiągnąć wspaniałe efekty synergii – współdziałania ludzi.

Z perspektywy religii chrześcijańskiej można się tu także odnieść do wielokrotnie wypowiadanych przez Jezusa słów do napotkanych przez niego osób, którzy odzyskiwali przy nim zdrowie i fizyczne i psychiczne: „…twoja wiara cię uzdrowiła…”. Oczywiście mowa tu o wierze w Boga, ale sądzę, że stoi za tym także wiara w samego człowieka, który jest najpiękniejszym dziełem Boga – stworzonym na Jego podobieństwo.