Walczący do końca

Miałem to szczęście, że mogłem mieć dwóch ojców. Ze łzami w oczach muszę teraz pożegnać Tatę Andrzeja.

Będę pamiętał Tatę Andrzeja jako Pozytywnego Buntownika. Nie zgadzał się z porządkiem tego świata. Często go krytykował, ale robił to w tak uroczy sposób, który wszyscy bardzo kochaliśmy. Jak nikt inny potrafił z wyjątkowym poczuciem humoru komentować toczące się życie. Robił to tak, że wszystkich dookoła wprawiał w śmiech. A czy jest coś lepszego niż śmiech w otaczającej nas rzeczywistości – piszę to teraz przełykając łzy. Jego komentarze pełne  błyskotliwego humoru na zawsze pozostaną w mojej pamięci – już za nimi bardzo tęsknię.

Mimo dowcipnej krytyki otaczającego nas świata, Tata Andrzej bardzo kochał życie, emanował ciepłem, serdecznością, pogodą ducha i to przyciągało do niego tak wielu ludzi, którzy uwielbiali przebywać w jego towarzystwie. Kiedy przyszło mu się zmierzyć z przeraźliwie groźną chorobą widać było, że chce walczyć i jego postawa sprawiła, że tak wielu ludzi – z moją Mamą na czele – przyłączyło się do tej wypowiedzianej wojny. W moich oczach był heroicznym wojownikiem. Zawsze szukałem wzorów męstwa i dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że dał mi go Tata Andrzej. Do samego końca bardzo pragnął żyć. W ostatnich dniach, kiedy było już naprawdę źle i opuszczały go siły, ciągle było w nim widać nieustającą wolę życia i to, że cały czas myśli co jeszcze może zrobić, żeby to życie mogło trwać dalej.

Choć choroba wygrała, to dla mnie prawdziwym wygranym jest Tata Andrzej. Wygrał tym, że w czasie tej choroby potrafił się śmiać i jak zwykle rozśmieszać wszystkich dookoła. Wygrał tym, że tak wielu ludzi zjednoczył wokół siebie. Wygrał tym, że pokazał iż można być Pozytywnym Buntownikiem – z dowcipem krytykować otaczający nas świat, a jednocześnie tak bardzo kochać życie, i o nie walczyć. Walczyć o takie życie jakim ono jest.