Dwoistość człowieka

Nie ukrywam, że ostatnie wydarzenia spowodowały u mnie kryzys wiary. Trudno mi było się pogodzić z tym, że moje gorące modlitwy o uzdrowienie Taty Andrzeja nie przyniosły upragnionego cudu. Jednak wczoraj wydarzyło się coś, co bardzo podniosło mnie na duchu.

Na co piątkowym spotkaniu Przymierza Przedsiębiorców mogłem się przysłuchiwać bardzo ciekawej dyskusji, która dotyczyła tego czy człowiek bardziej stanowi o samym sobie, czy też okoliczności zewnętrzne decydują o położeniu człowieka, co do których on sam uważa, że nie ma na nie większego wpływu.

Po tym spotkaniu cały dzień myślałem o tym co się w ostatnim czasie wydarzyło – o odejściu Taty Andrzeja, o moim poczuciu pustki, o rodzinie, która z tym zdarzeniem jakoś się musi zmierzyć. Dzwoniłem do Mamy, rozmawiałem z moją kochaną Żoną, a kiedy wieczorem wyszedłem do ogrodu, zobaczyłem niezwykłe zjawisko. Jeden z obłoków był tak jakoś dziwnie rozświetlony na ciemnym niebie, że sprawiało to wrażenie, jakby tam w górze unosił się biały anioł. W nocy spałem jakoś lepiej i rano wiedziałem o czym będę chciał dzisiaj napisać.

Człowiek od zawsze ma dylemat w jaki sposób godzić się z tym co nas w życiu spotyka. Pewnie w jakiś sposób zależy to od naszej osobowości, naszej postawy wobec świata zewnętrznego. Psychologowie nazywają to umiejscowieniem poczucia kontroli. Ludzie z wewnętrznym umiejscowieniem kontroli są przekonani o samostanowieniu – uważają, że na wiele rzeczy mają wpływ przez podejmowane przez nich działania. Dla odmiany osoby z zewnętrznym umiejscowieniem kontroli uważają, że o wielu rzeczach w ich życiu decyduje świat zewnętrzny – a w ślad za tym myślą, iż nie ma sensu temu się temu przeciwstawiać tylko trzeba płynąć z wiatrem.

Podobny dylemat – czyli czy otoczenie kształtuje człowieka, czy też człowiek kształtuje otoczenie rozważają socjolodzy. Jedna z grup socjologów zwana funkcjonalistami bardzo mocno jest przywiązana do takiego poglądu, że to struktura społeczna kształtuje człowieka. Zgodnie z tą teorią systemy społeczne są powiązane elementami kulturowymi i nieustannie dążą do stanu równowagi mimo występujących w nich napięć, stąd działający w nich ludzie (aktorzy społeczni) ostatecznie podporządkowują się tym strukturom. W odpowiedzi na to stanowisko inne kierunki socjologiczne (fenomenologia i etnometodologia), skupiają się na badaniu działającego podmiotu – człowieka w strukturze społecznej – uważając, że to on tworzy te struktury. Te dwa przeciwstawne kierunki próbuje pogodzić brytyjski socjolog Anthony Giddens wprowadzając pojęcie dwoistości struktur. Uważa on, że człowiek z jednej strony tworzy struktury społeczne, ale z drugiej sam podlega ich ograniczeniom. Być może jest to trudne do zrozumienia, ale spójrzmy na znaną grafikę Eschera z 1948 roku (zdjęcie powyżej) zatytułowaną „Drawing hands”, na której jedna ręka rysuje drugą – taka jest właśnie natura człowieka. Z jednej strony człowiek ma możliwość samostanowienia i przez to oddziaływania na otoczenie, a z drugiej strony na pewne rzeczy nie ma wpływu i musi się z tym pogodzić.

Często oczekujemy, że podejmowane przez nas działania odniosą taki, a nie inny skutek, ale nie zawsze nam się to udaje. Doskonale pamiętam jak chciałem ratować upadającą firmę. Chciałem być prawdziwym liderem, porwać ludzi, wywalczyć swoje miejsce na rynku. Ostatecznie jednak musiałem przełknąć porażkę. To samo mnie spotkało podczas ostatniego maratonu. Myślałem, że jak zwykle wywalczę kolejny rekord życiowy. Brak pokory pozbawił mnie umiejętności obserwowania otoczenia i uważnego wsłuchiwania się we własne ciało. Nie przyjmowałem do wiadomości, że było tym razem za gorąco, że na ostatnim punkcie odżywiania zabrakło wody, a przed metą jeszcze duże wzniesienie koło Wawelu – za ten brak pokory mogłem zapłacić własnym życiem. To było bardzo nierozsądne. Tak samo nierozsądne jak zakładanie, że mamy prawo zmieniać napotkaną osobę, podporządkowywać ją swojej woli. Nierozsądne, bo przecież moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.

Z drugiej strony pokora nie musi oznaczać biernego poddawania się temu co nas w życiu spotyka. Tu właśnie moim wzorem stał się Tata Andrzej. Mimo medycznej diagnozy, którą usłyszał 2,5 roku temu nie poddał się chorobie – próbował z nią walczyć, robił wszystko by siebie uratować i właściwie myślę, że mu się to udało. W trakcie tej choroby, był aktywny, starał się zachować pogodę ducha, żartował jak wcześniej, był pełen godności, myślał o rodzinie i jak mógł dalej się o nią troszczył. Nigdy nie zapomnę jak po moim upadku w maratonie trafiłem na kilka dni do szpitala na badania. Czuję się taki zawstydzony jak sobie przypomnę, że Tata będąc już bardzo ciężko chory codziennie do mnie dzwonił z pytaniem jak ja się czuję. Tak samo chyba wszyscy będziemy pamiętać jego sernik, który upiekł dla rodziny w czasie ostatniego Sylwestra, a zrobił to resztkami sił, bo naprawdę był już bardzo słaby. Taka była jego wola.

Samostanowić o sobie, bronić swojej godności, swojego wrodzonego dobra, miłości do drugiego człowieka, a jednocześnie z pokorą przyjmować to co nas spotyka – Tata Andrzej – dowód jak piękna może być dwoistość człowieka.

Każdy z nas boi się przejścia na drugą stronę. Kiedy wczoraj patrzyłem na niezwykłe zjawisko na niebie, zacząłem sobie wyobrażać, że pojawił się Anioł, tak bardzo mi znany, za którym od kilku dni bardzo tęsknię. Jednocześnie nabrałem jakiegoś przekonania, że On tam właśnie jest, że jest mu tam dobrze i chyba patrzy na nas z miłością. Ta myśl pozwoliła mi się uporać z egoistycznym smutkiem i tęsknotą, a w to miejsce pojawiła się radość i wdzięczność.