Po co to wszystko?

Od jakiegoś czasu wszystko nabrało jakiego szalonego tempa. Chciałem przed świętami trochę zwolnić, wyciszyć się, spędzić więcej czasu z rodziną, a także jakoś uporządkować bieg ostatnich wydarzeń. Coraz trudniej jest mi znajdować ostatnio wolny czas i wytchnienie, bo praca i płynące z niej zobowiązania wciągają mnie bez reszty. Liczne prośby, zlecenia, pytania od moich współpracowników i klientów płyną takim strumieniem, że ciężko mi nad tym wszystkim panować. Zaczynam się w ogóle zastanawiać, czy ja jeszcze zarządzam tym procesem, czy też ten płynący do mnie strumień spraw mną zarządza. Jednocześnie pytam sam siebie – po co to wszystko?

Po co pracujemy, tak gonimy, wikłamy się w tyle zależności? Dla pieniędzy, dla sukcesu, dla własnej ambicji? Jakaś odpowiedź przecież istnieje, ale jeżeli rozpatruję ją z perspektywy zysku lub straty, to zaraz pojawia się nieprzyjemne napięcie. Będzie sukces, czy nie będzie? Będą z tego jakieś pieniądze, czy nie? Rozwinę się przy tym projekcie, czy nie? Jak tylko się o to pytam sam siebie, to zaraz mam nieprzyjemny ścisk w żołądku.

Trochę większego spokoju nabrałem w zeszyły piątek, kiedy pewien mądry ksiądz prowadząc wykład na temat świętości pracy wskazał mi trochę inną perspektywę.  Powiedział on, że z perspektywy Pana Boga, tak jak my kiedyś przed nim staniemy i będziemy przez niego oceniani, nie będzie liczyło się co w życiu osiągnęliśmy  – czy były sukcesy czy porażki, tylko to jak naszą pracę wykonywaliśmy. Bóg zapyta nas czy wykonywaliśmy swoją pracę uczciwie i w duchu miłości do drugiego człowieka, a przy tym najlepiej jak tylko mogliśmy. Takie myślenie, że nie efekt, ale jakość mojej pracy jest ważniejsza od razu mnie uspokaja. Nie mam przecież kontroli nad tym co się dzieje na rynku, nad zachowaniami klientów, czy konkurentów. Być może nie wszyscy odbiorcy mojej pracy są / będą z niej zadowoleni, bo nie tak szybko się z niej wywiązałem, albo efekt nie ten,  jakiego się spodziewali. Mam jednak pełną kontrolę nad jakością moich usług. Mam także pełną kontrolę nad tym czy jestem uczciwy i rzetelny w tym co robię. Mam również pełną kontrolę nad tym czy daję z siebie wszystko, czy moje zaangażowanie idzie na 100%. Ten sposób myślenia mnie uspokaja i wprowadza większą radość z tego co robię, ściąga ze mnie stres. Nie muszę pędzić, sam ustalam właściwy rytm mojej pracy. Najważniejsze, żebym czuł radość z wykonywanej pracy i satysfakcję z jej jakości. Praca dla pracy bo to mnie rozwija i sam czuję, że to jest potrzebne.

Tylko potrzebne dla kogo? Dla kogo to robię? To jest druga odpowiedź, która mnie uspokaja w tym codziennym biegu. Oczywiście robię to dla rodziny, by zapewnić jej środki do życia. Oglądałem w tym tygodniu film „Green Book” i bardzo mnie wzruszyła postawa głównego bohatera Toniego, który potrafił dla rodziny podejmować się wielu zadań, co do których może nie do końca był przekonany, ale potrafił też trzymać się pewnych granic uczciwości – opierał się pokusom sprzedawania samego siebie.

Ale czy tylko pracujemy dla rodziny. Przecież jest jeszcze odbiorca naszej pracy, któremu służymy. Słowo SŁUŻBA ma dla mnie coraz bardziej pozytywny charakter. To słowo również wprowadza coraz więcej spokoju w moim szalonym życiu. Coraz odważniej w literaturze biznesu mówi o pracy służebnej, albo o modelu przywództwa służebnego, między innymi w takich książkach, jak: „Od dobrego do wielkiego” Jima Colinsa, czy „Firma z duszą” Michaela Cardone.

Mamy wielki tydzień. Biorąc udział liturgii Triduum Paschalnego w czwartek po raz kolejny słuchałem ewangelii o obmyciu przez Chrystusa nóg swoim uczniom. Tak sobie myślę, że wszystko co działo się potem – odkupienie naszych win przez krzyż, zmartwychwstanie, nauczanie w drodze do Emaus, darowanie ducha świętego, było właśnie konsekwencją tej służebnej postawy Jezusa – samego Bora wobec nas – wszystkich ludzi.

Święta Wielkanocne to dla mnie odpoczynek, przerwa w pracy, ale też nabranie właściwej perspektywy czemu lub komu moja praca ma służyć. Jednocześnie to dla mnie natchnienie jak mam dalej pracować, współpracować, współdziałać.