Równowaga we współpracy

Ostatnio dużo myślę o swojej pracy i współpracy między ludźmi. Pewnie dlatego, że spadło na mnie bardzo dużo pracy i przeżywam kryzys urodzaju. Miałem mniej pracować, mieć więcej czasu dla rodziny, żyć spokojniej, skupić się na rzeczach najważniejszych. Wszystko wzięło w łeb.

Pierwszy sygnał przyszedł, gdy mi się zaczęły komplikować moje tematy zawodowe, przestałem się wyrabiać i poczułem, że nad wszystkim nie panuję. Drugi, gdy w wyniku braku mojej uwagi okradli mnie. A trzeci, gdy poczułem, że moje zdrowie zaczyna podupadać, że nie dosypiam i źle znoszę to ciągłe napięcie. Już po pierwszym sygnale zadałem sobie pytanie „Po co to wszystko?”, ale teraz doszło do mnie, że muszę radykalnie swoją pracę przeorganizować.

Moje porządki w pracy zaczęły się od delegowania nadmiaru zadań na moich współpracowników. Bo pierwsza moja myśl była taka, że przecież w pracy nie jestem osamotniony. Zacząłem zatem pracę lepiej dzielić i prosić o pomoc. Przecież delegowanie to podstawowa rola lidera, a skoro mam swój zespół to muszę dobrze organizować jego pracę.  Ale wszystkiego delegować się nie da. Jako lider muszę także dźwigać jakiś ciężar, a do tego muszę to robić tak, by nie zatracić tego co najważniejsze – rodziny.  Właściwie całe swoje życie próbuję zrównoważyć wokół dwóch kwestii: czasu poświęcanego rodzinie i czasu poświęcanego na poszukiwanie mojej zawodowej pasji. Marzy mi się stan takiej równowagi, w którym będę miał wystarczająco i jednego i drugiego.

Rozważając swoje role rodzinne i zawodowe powinności biję się z myślami. Zastanawiam się czy więcej powinienem skupić się na samym sobie, czy więcej myśleć o innych. Z jednej strony jak pisałem w ostatnim blogowym wpisie „Po co to wszystko?” wydaje mi się, że najważniejszy jest altruizm i służebna postawa, ale z drugiej strony, wiem, że jeżeli nie zadbam o siebie samego to nie udźwignę tego wszystkiego co na mnie spadło i także na tym ucierpi mój zespół. To takie pytanie, jak to czy w pracy ma być więcej indywidualizmu, czy kolektywizmu. Więcej wschodu czy zachodu?

Wschód i zachód mają ogromną różnicę w swojej kulturze, także w kulturze pracy. Kiedy czytałem badania kultur narodowych profesora Hofstede, byłem zafascynowany tymi różnicami. Jeden kraniec zachodu, to Ameryka i dominująca tam dominująca tam gospodarka USA. Drugi kraniec dalekiego wschodu, to Japonia. Stany Zjednoczone (i kraje anglosaskie) znane są z indywidualizmu.  Nie bez powodu w języku angielskim słowo „ja” czyli „I ” pisze się z dużej litery. Najwięcej indywidualnych karier pochodzi właśnie stamtąd. Wystarczy przyjrzeć się skąd mamy najwięcej noblistów. W Japonii z kolej panuje duch kolektywizmu, duch pracy zespołowej. Kult solidarnej pracy uczynił ten niewielki kraj trzecią gospodarką świata (po USA i Chinach). Gdzie zatem mam być ja, urodzony po środku tych dwóch kultur? Gdzie jest mi bliżej? Ktoś powie, że oczywiście  nam Polakom jest bliżej do zachodu, choć ja pamiętam, że kiedy rodziła się Solidarność, to Wałęsa obiecywał nam właśnie drugą Japonię. Wydaje mi się, że oczywiście powinniśmy jako Polacy szukać własnej tożsamości. Może jako środek powinniśmy szukać równowagi między indywidualizmem a pracą zespołową.

Pozytywny indywidualizm postrzegam przede wszystkim jako posiadanie swojej osobistej misji. Wydaje mi się już sama świadomość swojego życiowego powołania, swoich jedynych niepowtarzalnych talentów i tego, że mogę zmienić ten świat na lepsze i że mogę coś po sobie pozostawić może być źródłem energii do działania i dawać poczucie satysfakcji i szczęścia z tego co się robi. Mnie jako mężczyźnie daje to także poczucie walki w jakiejś słusznej sprawie. Kto z nas mężczyzn kiedy był małym chłopcem nie marzył by być jakimś superbohaterem, który czyni ten świat lepszym?

A jednak ta droga chyba kryje w sobie jakieś niebezpieczeństwo. Łatwo można popaść w samouwielbienie i zgubić to co chyba ostatecznie przesądza o naszym szczęściu – czyli miłość. Miłości do żony, czy do swoich dzieci nie da się realizować na odległość. Aby kogoś kochać trzeba z nim być, realnie poświęcać mu czas i swoją uwagę, o czym pisałem we wpisie „Czas w relacjach międzyludzkich”.

Środek. Choć bycie po środku, szukanie punktu równowagi może się wydawać nijakie, bez wyrazu i pozornie łatwe, to wydaje mi się, że jest najtrudniejsze. Przynajmniej wydaje mi się tak na podstawie własnych doświadczeń, bo chyba dużo łatwiej wpadam w skrajności. Albo nie widzę celu swojej pracy, robię ją po najmniejszej linii oporu (czując wewnętrzną pustkę), albo tak jestem zafascynowany swoją misją, że wpadam w pracoholizm – nie ma mnie prawie w ogóle w domu, a przy tym tracę swoje zdrowie (i bliskość rodziny).

Co zatem można zrobić by osiągnąć stan równowagi między realizacją swojej życiowej, a zdrowym życiem w rodzinie. Moje poszukiwania natknęły mnie na 10 pytań, które warto sobie zadać. Te pytania można podzielić na dwie grupy. Pierwsze 5 pytań, to pytania o swój życiowy cel, swoje życiowe powołanie. A brzmią one:

  1. Kim jestem?
  2. Co takiego robię?
  3. Dla kogo to robię?
  4. Dlaczego to co robię jest ważne?
  5. Jak zmieniam życie tych dla których robię to co robię?

Natomiast kolejne 5 pytań może dotyczyć jak zyskać czas na „nic nierobienie”, to znaczy na wygospodarowanie maksymalnego czasu spędzanie go ze swoimi bliskimi. Te pytania usłyszałem od mojego kolegi, który jest coachem i wie jak poprawiać efektywność własną. Dotyczą one przede wszystkim organizacji swojej pracy zawodowej, ale można też je przenieść na inne sfery. Brzmią one następująco:

6. Czego mogę robić mniej?
7. Czego powinienem robić więcej?
8. Co powinienem zacząć robić?
9. Co powinienem przestać robić?
10. Co mogę robić inaczej?

Odpowiedź na te pytania, może pomóc uporządkować swoje życie w dążeniu do stanu równowagi. Zadając sobie te pytania w ostatnich dniach odkryłem, że łatwo zgubić swoją życiową misję i dlatego warto sięgać co jakiś czas po pierwszych pięć pytań. Te pytania pozwoliły mi sobie przypomnieć, co jest w moim życiu zawodowym najważniejsze, co daje poczucie spełnienia.

A to moje odpowiedzi:

  1. Jestem ekspertem w dziedzinie controllingu i kultury organizacyjnej
  2. Troszczę się o zrównoważony rozwój i efektywność płynącą ze współdziałania
  3. Dla przedsiębiorców, menedżerów i studentów
  4. W dzisiejszej pogoni za pieniędzmi i rozwojem łatwo jest się pogubić, stracić równowagę (sam tego doświadczyłem i doświadczam) oraz ulec pokusie nadmiernego egoizmu, co może być szkodliwe dla jednostki i współdziałających z nią ludzi
  5. Przedsiębiorcy, menedżerowie, ludzie w organizacjach mogą rozwijać się  wolniej, ale solidniej i w zgodzie z samym sobą oraz ze swoim otoczeniem
  6. Robić mniej prac administracyjnych i czynności rutynowych, które mogę delegować
  7. Więcej, cierpliwej edukować swoich współpracowników oraz zwracać baczniejszą uwagę na jakość – efekt pracy naszego zespołu
  8. Ufać w wysoki potencjał, talenty i odpowiedzialność całego zespołu i każdego z osobna
  9. Przestać traktować projekty jako jedynie osobistą odpowiedzialność, bo przecież nie jestem sam!
  10. Działać bardziej zdalnie i automatyzować pracę – roboty i urządzenia mają nas wspierać!

To takie moje majowe przemyślenia. Zobaczymy co z nich wyjdzie!